Trudno to dziś sobie wyobrazić – centrum Warszawy bez placu Teatralnego. A przecież aż do czasu potopu szwedzkiego była tu żupa solna, a potem Marywil – zespół budynków, którego pomysłodawcą była Maria Kazimiera, żona Jana III Sobieskiego. Mieściły się tam zarówno apartamenty królewskie, jak i hale targowe. Takie sąsiedztwo nobilitowało.

Dlatego można powiedzieć, że miał nosa jeden z najbogatszych magnatów polskich ówczesnej epoki, podskarbi wielki koronny Mikołaj Daniłowicz, kiedy tuż obok postanowił wybudować swoją siedzibę. Był właścicielem dużej połaci ziemi. Tak zwana daniłowszczyzna zajmowała teren między późniejszym pl. Teatralnym, ulicami Bielańską, Senatorską a ogrodami przy Miodowej.

W latach dwudziestych XVII wieku obszar ten był prawie pusty. Obecnie jest gęsto zabudowany i znany w Warszawie między innymi z tego, że stoi tam Dwór Daniłowiczów, czyli Dom pod Królami. Od 1962 roku siedziba ZAiKS-u.

Mikołaj Daniłowicz herbu Sas miał pieniądze i rozmach. Pewne wyobrażenie o budynku i jego otoczeniu mieć możemy dzięki Konradowi Zawadzkiemu i jego pracy Dzieje gmachu Biblioteki Załuskich (poprzedniczki siedziby ZAiKS-u). Był to budynek dwupiętrowy, zwieńczony kamiennymi rzeźbami figuralnymi i balustradą tralkową, która otaczała płaski dach. W południowo-zachodnim narożniku mieściła się pokryta kopułą klatka schodowa, dotychczas częściowo zachowana. Budynek miał w rzucie kształt prostokąta. W jego sklepionych piwnicach przechowywano szkatuły ze złotem, srebrem i z kosztownościami. A wokół rozciągał się rozległy ogród włoski z obowiązkowymi altaną i figarnią.

Daniłowicz nie cieszył się niestety długo nowym domem. Zmarł latem 1624 roku, zapisawszy dwór najstarszemu synowi. Ten nie pozostawił potomków, więc spadkobiercy, rodzina Opalińskich, zapisali Dom pod Królami „ojcom jezuitom prowincji polskiej”. Warto tu dodać, że przekazali im ruinę, budynek bardzo bowiem ucierpiał w czasie potopu szwedzkiego. Jak zapisano w aktach miejskich Starej Warszawy: „Żadnych parkanów ani budynków oprócz dworu murowanego i kilku sklepień podziemnych gnojem i gruzami napełnionych nie było: sam dworzec murowany […] bez żadnego dachu, stał otworem na drugim i trzecim piętrze”.

Jezuici postanowili w pałacu założyć dom zakonny dla przyjezdnych z prowincji, ale już wtedy w Warszawie dochodziło do bezprawnych zajęć działek budowlanych. Dużą część terenów sąsiadujących z budynkiem zajęli niejaki kanonik Szałapski i jego brat. Niekończące się procesy sądowe doprowadziły do tego, że dom zakonny wzniesiono w pobliżu, a pałac był w ruinie. I wtedy pojawił się nowy właściciel. Andrzej Stanisław Kostka Załuski, kanclerz wielki koronny i biskup płocki. Jego brat Józef Andrzej Załuski był znanym powszechnie erudytą, bywalcem europejskich salonów i największym bibliofilem w rodzinie. Zbierał książki od 15. roku życia, poświęcając na swą pasję wszystkie dochody.

Trudno się dziwić, że bracia wspólnie podjęli decyzję, by w zakupionym budynku założyć bibliotekę. Na marginesie warto dodać, że w ręce Załuskich trafił dużo większy obszar, obejmujący również wspomniane na wstępie budynki królewskie. Odbudowa zrujnowanej rezydencji Daniłowicza ruszyła w 1740 roku. Andrzej Załuski pieczę nad pracami budowlanymi powierzył sprowadzonym z Włoch architektom – braciom Mellanom. Zachował się do dziś opis, który przedstawił bratu. Koncepcja rozmieszczenia książek: łacińskie – na górze, polskie i cudzoziemskie na niższych piętrach, w mniejszych salkach miały się znaleźć manuskrypty, listy, dokumenty, grafiki i monety. Kolekcja Załuskich już wtedy liczyła ponad 200 tys. tytułów.

Co znamienne, w trakcie plac remontowych udało się księdzu biskupowi zakupić płaskorzeźby, które dzisiaj są znakiem rozpoznawczym budynku, przedstawiające popiersia królów polskich. Warto jednak dodać, że oprócz nich fasadę budynku zdobiły postać rycerza z tarczą i lancą, liczne posągi, a w największej sali można było podziwiać popiersia i medaliony uczonych, pisarzy polskich i obcych reprezentujących różne dziedziny nauki i sztuki.

Biblioteka udostępniała swe zbiory badaczom, uczonym, wykładowcom i przedstawicielom kleru. Pomimo tego dochodziło tu do częstych kradzieży. Mnożyły się one do tego stopnia, że Załuscy zmuszeni byli prosić papieża Benedykta XIV, by obłożył klątwą każdego złodzieja. Papież klątwę rzucił, a i tak do 1761 roku wyniesiono z biblioteki 3 tys. woluminów. Książki były wówczas w cenie. Bracia Załuscy byli jednak wytrwali. Pomimo poniesionych strat w księgozbiorach mieli w planach powołanie ośrodka naukowego skupiającego uczonych i literatów. Rozpoczęli także rozbudowę gmachu. Dodali dwa skrzydła boczne zamykające dziedziniec, na dachu wybudowali obserwatorium astronomiczne.

Śmierć starszego z braci położyła kres tym planom. Józef Andrzej Załuski, wobec rosnącego zadłużenia biblioteki, zdecydował się przekazać ją jezuitom, którzy zobowiązali się czuwać nad zbiorami. Zakon lata świetności miał jednak za sobą i braki w finansach ratował, sprzedając potajemnie cenne woluminy. Założyciel biblioteki zdążył przed śmiercią spisać testament, w którym cały gmach i zbiory przekazał Rzeczypospolitej.

Na tronie polskim zasiadał Stanisław August Poniatowski. To z jego inicjatywy powstały: Szkoła Języków Orientalnych, Komisja Edukacji Narodowej, Towarzystwo do Ksiąg Elementarnych. Do remontu Biblioteki Załuskich zabrano się więc bezzwłocznie. „Istniała rażąca sprzeczność pomiędzy wspaniałością zbiorów a miejscem ich założenia. Duża ilość małych pokoi utrudniała systematyzację zbiorów. Poza tym budynek był ciasny i ciemny, a jego stan techniczny w momencie objęcia biblioteki przez Komisję wymagał natychmiastowego remontu”. To opinia Zbigniewa Bobrowskiego z jego książki Budynki użyteczności publicznej w Polsce wieku Oświecenia.

Niestety, przygotowany przez najlepszych architektów projekt modernizacji budynku nie doczekał się realizacji. Po osłabioną przez spory wewnętrzne Polskę sięgnęli zaborcy. Gdy upadła insurekcja kościuszkowska, na rozkaz Katarzyny II zasoby biblioteki wywieziono do Petersburga. Stały się one podwaliną petersburskiej Biblioteki Publicznej. Po spustoszeniu pomieszczeń przez rosyjskich żołnierzy budynek zamieniono w skład mąki, strawiony przez ogień w 1807 roku. Odbudowali go po 13 latach bracia Nowakowscy. Usunęli wieżyczkę z dachu, nadbudowali piętra, zmodyfikowali elewację, przesunęli okna. We wnętrzu urządzili lokale mieszkalne. Pałac stał się kamienicą czynszową i pełnił taką funkcję aż do drugiej wojny światowej.

Podczas prac remontowych dokonano sensacyjnego odkrycia. Wydobyto z ziemi kamienne popiersia książąt i królów polskich schowane przypuszczalnie w obawie przed zniszczeniami w czasie walk. Uzupełnione sylwetkami królów aż do Stanisława Augusta ozdobiły nisze dwóch oficyn zamykających dziedziniec budynku. Popiersia po przebudowie w 1899 roku trafiły na frontowe ściany, a nad nimi ustawiono statuę Matki Boskiej.

Kamienica bez większych zmian przetrwała wrzesień 1939 roku, całą okupację i powstanie warszawskie. Podpaliły ją dopiero w listopadzie 1944 roku oddziały Vernichtungskommando, które wtedy niszczyły systematycznie całą Warszawę.

Posesja stała w ruinie do roku 1958. Dzięki staraniom dyrektora Ryszarda Rokickiego władze miejskie przekazały ją Stowarzyszeniu Autorów ZAiKS i zezwoliły na remont. Wnętrze budynku uległo naturalnemu przekształceniu zgodnie z nowym przeznaczeniem. Czy naprawdę było ono jednak nowe?

Po tych schodach, po których chadzali bracia Załuscy, marząc o stworzeniu biblioteki na miarę tej w Aleksandrii, stąpają dziś przecież znani, doświadczeni, ale i młodzi twórcy. Pisarze, poeci, kompozytorzy, autorzy tekstów piosenek, scenarzyści i choreografowie. Dom pod Królami to wciąż biblioteka i archiwum, centrum wydarzeń, miejsce kluczowe dla polskiej kultury. Można więc śmiało przyjąć tezę, że od czasów oświecenia nic się tu nie zmieniło.

autor: MM/GS
Ilustracje:
Andrzej Nowicki/ZAiKS
„Tworzymy i chronimy. 100 lat ZAiKS-u”. Tekst Rafał Marszałek, oprac. graf. Maciej Buszewicz, Wyd. Stowarzyszenie Autorów ZAiKS, Warszawa 2018, s. 58, 59, 102, 103.
„Tworzymy i chronimy. 95 lat ZAiKS-u”. Tekst Rafał Marszałek, oprac. graf. Maciej Buszewicz, Wyd. Arkady, Warszawa 2013, s. 47, 49.

Pragniemy poinformować, że dołożyliśmy wszelkich starań w celu odnalezienia podmiotów autorskich praw majątkowych zaprezentowanych przez nas utworów, zdjęć i grafik. Jednocześnie prosimy, aby osoby przez nas pominięte stronie zaiks100.pl, którym przysługują autorskie prawa majątkowe, nawiązały kontakt ze Stowarzyszeniem Autorów ZAiKS.

Podobne artykuły