– Powiedziałeś na „Paszportach” Polityki, że każdy ma swój ZAiKS.

– Kiedy wyszedłem na scenę, by wręczyć „Paszport” w dziedzinie Muzyki Popularnej, zacząłem od tego, że pisze się w samotności, ale samotnie nie można bronić swoich praw. Dlatego jest ZAiKS. Potem popatrzyłem na ludzi na widowni Teatru Wielkiego i zrozumiałem, że dla ogromnej większości z nich temat ZAiKS-u jest obcy i raczej odnoszą się do niego obojętnie. Dlatego postanowiłem przejść na nutę osobistą.

– Pamiętam tę historię, który to był rok?

– To było lato 1979 roku, szliśmy z Ewą, moją późniejszą żoną, obok Grobu Nieznanego Żołnierza, a droga biegła wtedy inaczej niż teraz, jakoś bliżej. Zatrzymał się beżowy duży fiat, otworzyło się okienko, a w nim zajaśniała uśmiechnięta twarz Wojtka Młynarskiego. – Ty jesteś w ZAiKS-ie? – zapytał. – Nie jestem – odpowiedziałem zdając sobie sprawę, że w ogóle nie mam pojęcia, co to jest ten ZAiKS. – A masz jakieś grane utwory, na estradzie, na koncertach? – kontynuował Wojtek. – Mam, Grażyna Łobaszewska od pół roku wykonuje w kabarecie TEY dwa razu dziennie „całkiem spokojnie wypiję trzecią kawę”. Wojtek zmarszczył brwi: – To bądź pewien, że cała forsa Ci z tego przepadła. Musisz zgłosić ten utwór przynajmniej pod ochronę.

–  Pamiętam, jak zrobiło ci się głupio, na szczęście Wojtek miał propozycję nie do odrzucenia.

– Wojtek kazał mi wziąć z Hipotecznej formularz o przyjęcie do Stowarzyszenia, przyjechać do niego na Łowicką i przywieźć piętnaście tekstów piosenek. Wchodziłem po tych drewnianych schodach z duszą na ramieniu. W końcu to był Młynarski, a ja zaczynałem. Na szczęście już się trochę znaliśmy z festiwalu Piosenki Studenckiej w Krakowie. Ale kawa była dobra, Wojtek był bardzo opiekuńczy, powiedział, że załatwi mi podpisy dwóch członków wprowadzających, nawet umówiliśmy się na tenisa.

–  Ale nie poszło tak gładko.

– Za kilka dni z gotowym formularzem przybyłem na Hipoteczną, gdzie panie z Wydziału Członkowskiego powiedziały: – Proszę pana, ma pan tu podpisy dwóch członków wprowadzających, pana Młynarskiego i pana Derfla. Ale pan Derfel nie może być, bo jest członkiem innej sekcji. Dobrze by było, żeby pan załatwił sobie jakiś podpis członka Sekcji Literackiej Małych Form, bo jutro jest posiedzenie Zarządu, a następne może być dopiero za miesiąc albo dwa. Zna pan kogoś?

– Pamiętam, byłeś zdruzgotany, bo nie znałeś żadnego członka ZAiKS-u należącego do Sekcji D.

– Ale wtedy podniósł się z nad biurka w rogu pokoju elegancki starszy pan, który przeglądał tam jakieś papiery. – Nazywam się Mirosław Łebkowski, mogę panu podpisać deklarację jako drugi członek wprowadzający. Od pewnego czasu obserwuję pana.

– Znałeś pana Łebkowskiego?

– Osobiście nie. Wiedziałem tylko z radia, że jest autorem wielu znanych piosenek pisanych w duecie Łebkowski – Werner.

– I tak zostałeś członkiem Stowarzyszenia Autorów ZAiKS.

– Podpis pana Derfla został skreślony i w tym miejscu podpisał się pan Łebkowski. Podobna sytuacja wydarzyła się około trzydzieści lat później. Pamiętam, byliśmy wtedy w Zarządzie Sekcji D razem z Andrzejem Poniedzielskim. Siedzimy na zebraniu, rozpatrujemy podanie o przyjęcie znakomitego autora z Krakowa Michała Rusinka. Tylko, że jako członkowie wprowadzający byli podpisani Wisława Szymborska i Grzegorz Turnau. Niestety byli członkami innych sekcji i nie mogli rekomendować Michała. Rozwiązaliśmy to w taki sposób, że zadzwoniłem do Rusinka z pytaniem: – Michał, ani pani Wisława ani Grzegorz nie mogą być twoimi członkami wprowadzającymi. Możemy to zrobić z Poniedziałkiem, tylko musisz wskazać, kto za kogo ma się podpisać. I Michał powiedział: – To ty się podpisz za panią Wisławę, a Andrzej za Grzegorza. I w ten sposób w archiwach ZAiKS-u pozostał ten niezwykle oryginalny formularz. Ma dzisiaj wartość muzealną.

– Przypominasz sobie, kogo jeszcze „wprowadziłeś” do Stowarzyszenia?

– Wiele było takich autorów, pamiętam, jak przyszedł do mnie Grzesiu Ciechowski i podpisaliśmy mu deklarację razem z Mogielem, czyli Andrzejem Mogielnickim. Byłem też wprowadzającym Lecha Janerki. Zachował się honorowo, postawił dobrą flaszkę.

fot. Hanna Prus

– Dlaczego to jest takie ważne dla ciebie?

– ZAiKS sto lat temu stworzyli konkretni ludzie i my chodzimy ich śladami. Kiedy obchodziliśmy osiemdziesięciolecie Stowarzyszenia był skromny bankiet na Hipotecznej, w piwnicy. Podszedł do mnie starszy pan, którego znałem tylko z fotografii. Był to Władysław Szpilman. Powiedział – Drogi krajanie (obaj jesteśmy urodzeni w Sosnowcu), lekarz już mi zabronił pić, ale z panem napiję się jeszcze pięćdziesiątkę. Zamówił dwie wódki, a potem przez godzinę opowiadał mi o przedwojennym Sosnowcu. Wiesz, co to dla mnie znaczyło? To jest właśnie mój ZAiKS!

– ZAiKS to ludzie?

– Dla mnie to były i są niesamowite spotkania. Wielką rolę odgrywają tu Domy Pracy Twórczej. Pamiętam w Krynicy, jeszcze w zasypanym śniegiem starym DPT zaprzyjaźniliśmy się z panem Tadeuszem Różewiczem. Ileż pięknych rzeczy nam opowiedział. A raz przyszedł na herbatę do naszego pokoiku i z rozbrajającym uśmiechem powiedział: – Panie Jacku, pan pokaże, jak się pisze te piosenki.

– Co jest takiego szczególnie ważnego w ZAiKS-ie?

– To fantastyczne Stowarzyszenie, całkowicie demokratyczne. Za każdym autorem stoją jego utwory, a wszystkie utwory są równe.

– Co będzie za dwadzieścia lat?

– Nie wiem, co będzie za rok? Czy to nie jest jakiś paradoks historii, że jubileuszowy rok Stowarzyszenia może być jego „być albo nie być”? Miejmy nadzieję, że polscy politycy implementując Dyrektywę Parlamentu Europejskiego i Rady UE w sprawie zbiorowego zarządzania prawami autorskimi i prawami pokrewnymi, napiszą taki utwór, który przyniesie wszystkim „dobre tantiemy”. Wszystkim czyli politykom, polskim twórcom i polskiej kulturze.

Po to składa słowo z dźwiękiem kompozytor i ten drugi…

żebyś zawsze miał piosenkę, żebyś nigdy jej nie zgubił. Pamiętajmy, że nasi wielcy poprzednicy patrzą na nas.

 

 

Podobne artykuły